Znacie tę sytuacje, gdy po skasowaniu przez kasjerkę wszystkich zakupionych przez nas produktów, rachunek wydaje się kosmiczny w stosunku do naszych obliczeń, ale nie interweniujecie, bo przecież jest kolejka, a wszystkim się spieszy. Po zapłaceniu rachunku, do rąk bierzecie paragon, a tam magia! Kawa, która miała być za połowę ceny bo produkty tej firmy w promocji okazuje się jako jedyną być wyłączoną z tej promocji, rajstopy owszem, w przecenie, ale ktoś musiał pomieszać w koszyku i rajstopy są po 16 zł, nie po 7 i wzięcie kilku par (bo taniej!) nakręciło dodatkowe 100 zł na paragonie. A no i oczywiście klasyczna sytuacja, gdy ceny na półkach, są zupełnie nie adekwatne do cen na paragonie. Po interwencji dowiadujemy się, że "koleżanka nie zmieniła ceny"..., ale to wszystko nic w porównaniu do sytuacji, która wydarzyła się przed świętami w jednej z włocławskich Biedronek. Mężczyzna, który był jej świadkiem zrelacjonował nam ją w następujący sposób:
"Późne popołudnie, jak co dzień w Biedronce, średnia liczba klientów w markecie. Sklep posiada kilka kas, przy czym czynna była tylko jedna, więc ustawiła się do niej kolejka. Klientka przede mną właśnie kasowała swoje zakupy. Prawie za każdym razem wychylała się w stronę monitora kasowego i sprawdzała ceny produktów, które wybrała. Ewidentnie znała się z kasjerką. Odniosłem wrażenie, że może być pracownicą tego sklepu z innej zmiany i nauczona doświadczeniem profilaktycznie sprawdza ceny. Jej kasowanie trwało dłużej niż przeciętnego klienta i przyznam że przy tej kolejce ja bym się nie zdobył na tak precyzyjne sprawdzanie cen w obawie o presje klientów za mną. W pewnym momencie usłyszałem astronomiczną kwotę jaką oznajmiła kasjerka za jakiś produkt, klientka odpowiedziała "na tyle to mnie nie stać". Obie panie zareagowały lekkim uśmiechem, ale wielkiego zdziwienia nie było. Wtedy dopiero do mnie dotarło, że cena za małą dziecięca bluzeczkę, którą właśnie klientka sprawdzała, to 56 000 zł!. Kasjerka odłożyła tę bluzeczkę instynktownie na bok i we trójkę skwitowaliśmy to jakiś żartem. Ja płacę gotówką, nie sprawdzam paragonów, i nie pytam o ceny w kasie, ale takiej kwoty na pewno bym nie przeoczył, chyba że posługiwałbym się kartą. 56 000 zł! Proszę poinformować włocławian o tym, że mogą się naciąć. Ja rozumiem, że bywają limity płatności bezgotówkowych, ale nie wszędzie nie zawsze" - poinformował nas Czytelnik
Z pytaniem o zawrotną cenę bluzeczki zwróciliśmy się do biura prasowego portugalskiej sieci, której przedstawicielka przyznała, że doszło do błędu:
"Zeskanowana została metka, która była wewnątrz bluzeczki, a nie taka, która powinna być na opakowaniu. Natomiast u nas takie bluzeczki nie kosztują 56 000 zł, to oczywiście był błąd. (...) Kasjerka powinna była zeskanować opakowanie, w którym była ta bluzka." - informuje Biuro Prasowe Biedronki
Więc skąd się wzięło to 56 000 zł?
"Wydaje mi się, że jakiś błąd wyskoczył i dlatego taka kwota wskoczyła. Natomiast prawidłowo powinno zostać opakowanie, w którym to bluzeczka była. Oczywiście klient ma prawo do zakupu po cenie, która widniała w sklepie. (...) To był po prostu błąd na kasie, tak to wyglądało" - odpowiada Biuro Prasowe Biedronki
Po skontaktowaniu się z przedstawicielami Jeronimo Martins, przesłaliśmy treść odpowiedzi biura prasowego do naszego Czytelnika, który stwierdził, że biuro prasowe kłamie, ponieważ kasjerka sczytywała cenę z metki zewnętrznej, dołączonej do koszulki. Nie była to żadna wewnętrzna metka. Błąd błędem. jednak pozostaje pytanie. Co gdyby w szale przedświątecznych zakupów klientka zapłaciła kartą, a zmęczona wielogodzinnym nabijaniem produktów na kasie pracownica Biedronki nie zareagowała? Są przecież osoby, które swoje oszczędności trzymają na kontach bankowych. Co gdyby klientka nie pobrała paragonu, wyrzuciła go, kto wówczas zwróciłby jej 56 000zł? Czy ktoś wówczas przyznałby się do błędu? Przypomnijmy, że nie tak dawno, bo w kwietniu ubiegłego roku prezes UOKiK nałożył ponad 60 mln zł kary na spółkę Jeronimo Martins Polska za wprowadzanie konsumentów w błąd. Od pewnego czasu klienci Biedronki nie widzą także czytników cen, podczas nabijania poszczególnych produktów na kasę. To pomaga kontrolować zakupy i w porę zrezygnować z danego produktu. Takich praktyk nie stosuje chociażby ALDI, gdzie czytnik cen produktów jest przed oczami klienta.

Napisz komentarz
Komentarze