Czy oddział neurologii zostanie zamknięty? Dyrektor szpitala K. Welka: "Jesteśmy w przededniu poważnych braków personalnych"

  • 21.11.2019, 21:35 (aktualizacja 21.11.2019, 22:01)
  • Rozmawiał Janusz Krysztop
Czy oddział neurologii zostanie zamknięty? Dyrektor szpitala K. Welka: "Jesteśmy w przededniu poważnych braków personalnych"

Swoja pracę w Wojewódzkim Szpitalu Specjalistycznym we Włocławku rozpoczęła Pani w 2016 roku. Powszechne jest przekonanie o nie najlepszej kondycji polskich szpitali czy może raczej o ciągłych brakach finansowych. Jak w Pani ocenie wyglądała sytuacja wówczas, niemal 4 lata temu, tutaj we Włocławku?

Jedną sprawą jest sytuacja samego szpitala jako instytucji czy podmiotu będącego pracodawcą, czyli strona finansowa samego szpitala. Drugą jest kwestia pozyskiwania wszelkiego rodzaju funduszy na inwestycje. Sytuacja finansowa szpitala zawsze była trudna i nadal taka jest, podobnie jak w obecnej sytuacji rynkowej większości szpitali w kraju, około 90% z nich ma takie problemy. W tamtym czasie pozyskaliśmy kredy restrukturyzacyjny, udało się zrestrukturyzować zadłużenie wymagalne, ale niestety taka sytuacja i ustawodawcza, i to co się dzieje w naszej służbie zdrowia sprawia, że z roku na rok jest trudniej. Natomiast jeśli chodzi o inwestycje tutaj sytuacja jest nieco inna bo pomimo trudnej sytuacji finansowej szpitala, czyli ponoszenia kosztów bieżących funkcjonowania, można pozyskiwać środki na inwestycje czy zakupy sprzętu z zewnątrz. To są dotacje, środki unijne takie unijne konkursy były, Urząd Marszałkowski także przekazał nam w formie dotacji parę milionów złotych. Przy środkach unijnych jest też ważny wkład własny szpitala. Ponieważ na to go nie stać, również Urząd Marszałkowski taki wkład wyłożył ze swojego budżetu dzięki czemu mogliśmy na przykład dokonać termomodernizacji, zakupić sprzęt do poradni, na blok, do różnych oddziałów, i ten postęp widać. Nie da się ukryć, że prowadzenie takiego szpitala czy to przeze mnie czy przez wielu moich poprzedników, jest to sprawa bardzo trudna i właściwie dlatego pojawiłam się tutaj wówczas aby pomóc dyrektorowi w rozwoju inwestycji. Przybyłam w momencie kiedy prowadzono już rozmowy z projektantami, kiedy ta obecna budowa zaczynała mieć już jakiś kształt. Była duża potrzeba współpracy ze szpitalem bo przy tym projekcie jak i przy wszystkich innych inwestycjach współpracujemy ze szpitalem, czyli kierownikami, oddziałowymi itd. Nie realizuje się przecież tych inwestycji dla siebie czy dla dyrekcji tylko dla użytkownika. Kierownicy czy oddziałowe uczestniczą w tworzeniu koncepcji, w rozmowach, jak widzą taki oddział. I do tych tematów wielokrotnie się powraca. Ten projekt był właśnie tak przygotowywany co zajmuje dużo czasu. I myślę, że udało nam się go stworzyć na podstawie właśnie takiej wspólnej wizji. Jest on powiedziałabym „szyty na miarę”. Nie jest nadmiernie rozciągnięty czy przeszacowany. Staramy się w nim umieścić to co mamy w tej chwili plus nieco możliwości rozwojowych. Choć sytuację mamy jaką mamy, to jednak ten kto się nie rozwija to tak naprawdę cofa się w rozwoju. Zawsze trzeba myśleć do przodu.

Rozumiemy, że inwestycje i pozyskiwane środki pozwalają szpitalowi w jakiś dodatkowy sposób funkcjonować. Przeciętnego obywatela jednak najbardziej niepokoi sytuacja związana z samym leczeniem, która w opinii wielu też nie wygląda dobrze. Po tych kilku latach spędzonych we Włocławku jakie największe bolączki czy palące problemy wskazałaby by Pani jako te, które wymagają natychmiastowego rozwiązania? Co w pierwszej kolejności wymaga naprawy?

W szpitalach pracuję od 2008 roku pełniąc różne funkcje, w tym zarządcze. Obserwuje się, że tych środków jest niewystarczająca ilość. Ale może nie tyle niewystarczająca ilość, co za daną usługę nie ma odpłatności zgodnej z wartością danej procedury. My świadczymy dla pacjentów usługę, która kosztuje. Są to środki, personel, materiały, leki, przy czym to co otrzymujemy od płatnika nie pokrywa kosztów, które my ponieśliśmy. To z tego powodu tworzą się problemy finansowe szpitali.

To brzmi jakby problem ten nie był na poziomie szpitala tylko tkwił gdzieś wyżej.

Nie da się ukryć, że wszyscy jako dyrektorzy szpitali, wskazujemy, że wycena świadczeń, to ile za wyleczenie czy prowadzenie pacjenta w danej jednostce chorobowej, że jest to niewystarczające. Mało tego - wszyscy wiemy, że żeby odnowić infrastrukturę sprzętową, kupić nowy tomograf czy sonograf czy inny sprzęt musimy zarobić. Musi na koniec zostać trochę z tego co wydamy na pokrycie kosztów. Tak się nie dzieje. Czyli pierwszą taką najważniejszą sprawą, z która walczymy od miesięcy jest uszczelnienie przychodów. Czyli dobre i bezbłędne wykazywanie tego co robimy dla danego płatnika. Takie stawki są ustalone odgórnie. Natomiast staramy się kierować to jak najrzetelniej do płatnika, żeby ten mógł zapłacić nam tak dużo jak może według tych określonych stawek. I to jest pierwsza sprawa. Spraw druga jest taka, że mamy bardzo dużo pacjentów nieubezpieczonych. I to jest bardzo poważna sprawa. Pacjenci przyjeżdżają nieubezpieczeni, czasami spoza kraju, Polacy mieszkający za granicą, którzy tutaj przybywają się leczyć. Hasło, że służba zdrowia jest za darmo ma wtedy inny wymiar. My nie możemy odzyskać od płatnika tych pieniędzy w ogóle. Ściągalność na przykład jednego tysiąca czy trzech tysięcy za badania, hospitalizację czy zabiegi tworzy kolejne koszty bo to są wezwania, koszty rozpraw sądowych i tak dalej. I taka spirala się nakręca. A gdy do nas ktoś trafia to my pomocy nie odmawiamy. Przecież trafiają tutaj ludzie, którzy naprawdę pomocy potrzebują. Najczęściej pacjenci SORu, gdzie wielokrotnie nie ma czasu i możliwości wszystkiego od razu się dowiedzieć, a natychmiast trzeba udzielać pomocy. A potem jest problem z rozliczeniem. Więc po pierwsze uszczelnienie przychodów. Po drugie, kolejną rzeczą jest na pewno weryfikacja kosztów. Jest to taki temat gdzie nie wytniemy, nie skorygujemy wszystkich kosztów do zera. One są zawsze i je trzeba zoptymalizować. Ale wiadomo, że w służbie zdrowia nie chcielibyśmy mieć wyboru pomiędzy czymś co jest tańsze, a jakością. Tak się może dziać. Niestety większość oddziałów na dzień dzisiejszy przynosi straty. Koszty ich działania są dużo wyższe niż to co możemy otrzymać z przychodu. To powoduje nasze zadłużenie u dostawców. Bo w pierwszej kolejności rozliczamy się z pracownikami, z Urzędem Skarbowym, z ZUSem. Najpilniejsze zobowiązania, leasing, pożyczkę, którą jeszcze spłacamy. Skorygowaliśmy trochę zobowiązań wobec wykonawców. Natomiast to nie wystarcza na wszystkie zobowiązania jakie mamy w ciągu miesiąca. Każdy kierownik wie, że te koszty musimy liczyć. Także system podstawowej opieki zdrowotnej trochę nam do tego tematu kosztów dorzuca kolejnych elementów. Mianowicie bardzo wielu pacjentów trafia do nas ze skierowaniem do szpitala bez wykonania badań, na podstawie których podjęto taką decyzję. My podejmując decyzję przyjąć czy nie przyjąć do oddziału musimy wykonać badania. I już w tym momencie robimy to na własny koszt. I okazuje się, że niestety 60% do 70% pacjentów to są pacjenci nie kwalifikujący się do hospitalizacji. Za to wszystko nie otrzymujemy ani grosza. O tej sprawie będziemy rozmawiać z naszymi jednostkami, że tak się nie może dziać. Jeżeli zachwieje się szpital ze swoją diagnostyką, jeżeli dostawca nie dostarczy nam w którymś momencie odczynników do laboratoriów, zaszkodzi to działalności szpitala, a to automatycznie odbije się na wszystkich poprzednich etapach. W tym również na podstawowej opiece zdrowotnej. Bardzo tego nie chcemy. Więc będziemy rozmawiać, aby podstawowa opieka zdrowotna, no podjęła to miniumum działalności diagnostycznej, żeby pacjent do nas trafiał ten który musi. Nie mówię tutaj o pacjentach SORu, mówię o tych, którzy są przebadani przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej i mają skierowanie do szpitala i się do niego nie kwalifikują, a badań nie mają wykonanych żadnych. To są bardzo duże obciążenia dla lekarzy dyżurujących, którzy po południu tu dyżurują np. jeden na oddział. To bardzo obciąża personel medyczny, który powinien być na dyżurze przy pacjentach na oddziale, a spędza czas na izbie przyjęć badając po raz wtóry pacjentów, którzy przyszli ze skierowaniem. My ich do kolejnego miejsca nie możemy odesłać. Z takimi rzeczami się borykamy. Chcielibyśmy je omówić w szerszym gronie.

Co w sprawach rozwoju szpitala?

Chcemy rozwijać chirurgię naczyniową. Mamy specjalistów w tej dziedzinie, wykonaliśmy remont, zakres związany z chirurgią naczyniową będzie się rozwijał. Będziemy się starać o dotacje. Chcemy otworzyć rehabilitację: ambulatoryjną i stacjonarną. Tego elementu do tej pory w szpitalu nie było. Jest konkurs na poradnię endokrynologiczną i w tym konkursie chcemy wystartować. Jest wiele tematów- temat zakładu opiekuńczo-leczniczego i oddziału opieki paliatywnej. Każdy z oddziałów ma swój pomysł, ale trzeba liczyć siły na zamiary i wszystko realizować bardzo ostrożnie, w miarę możliwości pozyskiwania dotacji i zewnętrznych pieniędzy będziemy mogli sobie pozwolić na kolejne etapy.

Chirurgii dziecięcej nie odpuszczono? Trwają działania, aby przywrócić jej działalność?

Jeżeli znajdziemy tych kilku lekarzy..., ale to nie jest tylko chirurgia dziecięca. Tu musiałoby być to zaplecze – intensywnej opieki, anestezjologii dziecięcej, to są naczynia połączone. Natomiast rozwijamy temat chirurgii dziecięcej „jednego dnia” to temat bardzo szeroki i dobrze postrzegany przez płatnika. Chcemy ten element rozwijać, aby ta chirurgia dziecięca się tu utrzymała. Jeżeli będzie aura ku temu, aby odbudować tamtą działalność, to takie decyzje podejmiemy. Nie jesteśmy szpitalem pierwszego wyboru dla specjalistów w tej dziedzinie. Niemniej rozmowy trwają i będą trwały.

Co wpływa na tak wysokie koszty funkcjonowania szpitala?

Bardzo istotnym elementem są decyzje, które bardzo negatywnie wpływają -  to są regulacje ustawodawcy związane z wynagrodzeniami pracowników w służbie zdrowia. Ustawodawca regulacjami zewnętrznymi spowodował w tym roku zwiększenie kosztów funkcjonowania szpitala rocznie o 1,5 mln zł. W żaden sposób podatnik tego nie pokrywa, już wcześniej nie pokrywał. Teraz mamy dodatkowe 1,5 mln zł wydatków. Wiadomo mamy od nowego roku podwyżkę najniższego wynagrodzenia tj. 2600 zł wynagrodzenia zasadniczego. W naszym szpitalu dotyczy to 305 pracowników naszego szpitala. Będzie to kolejny wydatek – 1,2 mln zł rocznie. To spowoduje że część zawodów medycznych i niemedycznych zostanie wyrównana. I osoby na tych stanowiskach będą dostawały to samo wynagrodzenie. Zarówno pracownicy kuchni, sprzątania i terenu, jak i część personelu medycznego będzie zarabiała te same pieniążki. Przygotowujemy się w związku z tym na roszczenia pracowników, mających doświadczenie i wykształcenie medyczne, którzy będą chcieli zarabiać więcej niż np. pracownik z wykształceniem podstawowym. Każdy pracownik jest ważny, niemniej inaczej należy na to spojrzeć. To elementy na które w ogóle nie mamy wpływu. Problemy finansowe będą się pogłębiały. Nie widać światełka w tunelu i ciężko nam się zgodzić z opinią że w służbie zdrowia jest coraz lepiej, bo nie jest. Nie mamy czym konkurować z działalnością prywatną nie mamy jak konkurować o pielęgniarki które kształcą się w ośrodkach medycznych jak: Łódź, Poznań. W tych kwestiach przemawia pieniądz, zakwaterowanie. My tych środków nie mamy. Walczymy, ale jesteśmy w przededniu poważnych braków personalnych. Dziś na już potrzebujemy personelu np. na oddziale neurologii. Od miesięcy poszukujemy osoby do stałej współpracy, a de facto powinniśmy mieć dwie. Zwracaliśmy się do większych szpitali, Izby Lekarskiej. Wszyscy mówią - „nie ma specjalistów”. Taka jest rzeczywistość i dotyka to też szpitali np. warszawskich. Zaczynamy czuć to niebezpieczeństwo.

Współpracowała Pani z byłym dyrektorem Bruzdowiczem. Jak Pani ocenia jego pracę pod kątem przyszłości szpitala w jaki sposób może rzutować? Będzie Pani kontynuować jego wizję?

Oczywiście. Myślę, że kolejni dyrektorzy starali się stworzyć wizję dla szpitala. Jedni byli krócej inni dłużej. Trudno coś zmienić w tak dynamicznie zmieniającej się sytuacji. Dyrektor Bruzdowicz, miał taką wizję, aby szpital przemyśleć od nowa i całościowo. Nie poszczególne komórki i oddziały, ale wizję całości. Pan dyrektor zobaczył jak ten szpital wyglądałby w przyszłości. Moim zadaniem było realizowanie tej wizji i jakby konsultowanie jej bo wspólnie mogliśmy ustalić co powinno być priorytetem. Nie da się ukryć, że to kontynuacja tej wizji. To trudny czas. Musimy przyspieszyć. Praca szpitala na placu budowy jest bardzo trudna, a za chwilę będziemy budować bardzo ważną rzecz. Dzieliłam się z dyrektorem Bruzdowiczem swoją wiedzą i doświadczeniem, to były godziny rozmów z Panem dyrektorem i ta wizja się tworzyła. Dziś pozostaje nam dokończenie tej misji. Zmiany oblicza i stworzenia dla pacjentów i personelu medycznego warunków pracy na jakie zasługują, a dziś są pełnym standardem. By ten personel na sprzęcie który już dziś mamy, mógł świadczyć opiekę w jak najlepszych warunkach a pacjenci mogli być odbiorcą tej pracy. Wówczas nastąpi obopólne zadowolenie pacjent- personel. Ilość pacjentów nam nie spada, wciąż wrasta. Jest duża szansa, po malutku w tych trudnych warunkach aby było coraz lepiej.

Czy jesteśmy w stanie określić zakończenie inwestycji w szpitalu?

Inwestycja musi zostać oddana do początku 2023 roku – wówczas kończy się perspektywa unijna. Uzyskaliśmy prawomocne pozwolenie na budowę, przygotowujemy przetarg. Chcemy wybrać firmę która szybko i rzetelnie zrealizuje projekt. I czekamy na kolejną perspektywę.

 

 

Rozmawiał Janusz Krysztop

Podziel się:

Oceń:

Komentarze (1)

Dodanie komentarza oznacza akceptację regulaminu. Treści wulgarne, obraźliwe, naruszające regulamin będą usuwane.

Wysyłając komentarz akceptujesz regulamin serwisu Portal Włocławek.pl z siedzibą we Włocławku  jest administratorem twoich danych osobowych dla celów związanych z korzystaniem z serwisu. Zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych i ich poprawiania.
Pacjent
Pacjent 27.11.2019, 19:48
A co tu komentować jeden
Wielki bełkot żadnych konkretô
w

Pozostałe